piątek, stycznia 20

Well...

Ostatnio czuję się tak marnie, że oczekiwanie na weekend jest jednym z najbardziej pasjonujących zajęć.
Rozumiesz - niby żyję z nimi wszystkimi, słucham, staram się pojąć, zrozumieć, ale wcale nie przystosować się samemu. To strasznie wyczerpujące.
Mam dość lekcji w szkole, do której dzieciątka chodzą z przymusu. Dzieciątka, które mają siebie za dorosłych. Bardziej niż ja sama.
Strasznie podle się czuję, gdy myślę o nich wszystkich, a więc...?
Po prostu nie łudzić się, że są fenomenalnymi, wrażliwymi istotami, które bardzo chcą, tylko im nie wychodzi. Przecież to normalne, że jeśli krzyczą, że są kreaturkami którymi zawładnął już świat zewnętrzny, to to jest prawdą. Podświadomie krzyczą, wiesz? A ja słucham. Nie będę ich bronić i nadinterpretować każdego drgnienia powieki.
Czasy mordęgi dla Alicji się już skończyły.
Chciałabym sobie spokojnie, ale wiem, że to niemożliwe ;) Niektórzy mówią, że Życie to Walka, Niektórzy z  wielkiej litery. Ja się z nimi zgadzam i walczę wciąż.... Ty tego nie widzisz - nie mam Ci tego za złe - bo to bardzo maluteńkie postępy, postępy moje własne, znane tylko mnie, bo boje toczone tylko w ciemnym cichym pokoju. Wiesz? Ale nie pamiętaj o tym.
Muszę przyznać, że strasznie dołuje mnie fakt, że ludzie cierpią. Wyobraź sobie, że mnie coś nie dotyczy, nie obchodzi, ale gdy ktoś tak bardzo się martwi... Choćby najbłahszą sprawą na świecie... Ehh, nie mogę o tym zapomnieć. Chciałabym, żeby oni tak samo jak ja. Tak samo. Bo wiesz, czasem zdarza się tak, że w Twoim  otoczeniu nikt nie czyta w myślach. No więc co? Masz zacząć może mówić???

"Na polu znów świeci Słońce, ludzie bywają szlachetni, a Ale niezbędne."





A gdzie English???

1 komentarz: